Czwartek · 11 czerwca 2026 · Imieniny: Barnaby, Radomiła Pogoda: 14°C Napisz do redakcji → Zaloguj
sekrety.online · Dziecko ● Czyta teraz: 1038 osób
GłównaDziecko › NA WYWIADÓWCE USŁYSZAŁAM, ŻE MÓJ SYN „PSUJE GRUPĘ”, BO NIE CHCE BRAĆ UDZ…
⚠ Tekst może poruszać trudny temat. Nie czytaj, jeśli to dla Ciebie za trudne.
Dziecko List tygodnia Czwartek, 23 kwietnia 2026 · 4 min. czytania

NA WYWIADÓWCE USŁYSZAŁAM, ŻE MÓJ SYN „PSUJE GRUPĘ”, BO NIE CHCE BRAĆ UDZIAŁU W ZABAWACH. WYSZŁAM Z SALI TRZĘSĄC SIĘ ZE ZŁOŚCI

Mam 9-letniego syna, który po prostu nie lubi tłoku i hałasu. W szkole usłyszałam jednak, że przez niego „reszta cierpi” i miałam wrażenie, że mówią o nim jak o problemie, nie dziecku.

?
List od: Czytelniczki
pierwszy list do redakcji
NA WYWIADÓWCE USŁYSZAŁAM, ŻE MÓJ SYN „PSUJE GRUPĘ”, BO NIE CHCE BRAĆ UDZIAŁU W ZABAWACH. WYSZŁAM Z SALI TRZĘSĄC SIĘ ZE ZŁOŚCI
Zdjęcie ilustracyjne · redakcja

Mam 9-letniego syna, który po prostu nie lubi tłoku i hałasu. W szkole usłyszałam jednak, że przez niego „reszta cierpi” i miałam wrażenie, że mówią o nim jak o problemie, nie dziecku.

Przyszłam na wywiadówkę zwyczajnie. Z teczką, z długopisem, z tym głupim małym napięciem w brzuchu, które mam zawsze, kiedy idę do szkoły. Myślałam, że pogadamy o ocenach, o tym, co trzeba poprawić, może o tym, że mój syn znów za długo siedzi w ciszy zamiast zgłaszać się do odpowiedzi.

A usłyszałam coś, po czym aż mi zrobiło się gorąco w twarz.

„On psuje grupę” — powiedziała wychowawczyni.

Najpierw nawet nie zrozumiałam. Spojrzałam na nią i czekałam, aż dopowie, że chodzi o jakiś incydent, że źle ją zrozumiałam. Ale nie. Chodziło o to, że mój syn nie chce brać udziału w zabawach, nie biegnie pierwszy do kółka, nie krzyczy z resztą dzieci, nie daje się wciągnąć w te wszystkie zadania „na integrację”.

I nagle poczułam, jak ściska mnie w gardle.

Bo to nie jest dziecko, które demoluje lekcje. Nie kopie, nie bije, nie wyzywa. On po prostu zamyka się, kiedy wokół robi się za głośno. Jak jest tłok, potrafi poblednąć. Jak ktoś go zmusza do zabawy, zaczyna patrzeć w podłogę i milknie jeszcze bardziej. W domu mówi normalnie. Śmieje się. Opowiada mi rzeczy szeptem do ucha. Ale w klasie? W klasie jakby znikał.

I właśnie za to został nazwany problemem.

„Reszta dzieci cierpi, bo on nie chce współpracować” — usłyszałam jeszcze. A ja miałam ochotę zapytać: a on? Kto widzi jego dyskomfort? Kto widzi, że on nie robi tego złośliwie? Że on nie odmawia, żeby komuś dopiec. On po prostu nie daje rady w takim natłoku.

Siedziałam na tym krześle i czułam, że zaraz wybuchnę. Nie płakałam. Byłam za bardzo wściekła. Taka złość, aż w żołądku robi się ciężko i ręce robią się zimne. Bo całe życie słyszę, że dzieci mają się dostosować. Że szkoła uczy życia. Że trzeba ćwiczyć relacje, współpracę, wspólne zabawy. Jasne. Tylko gdzie w tym wszystkim jest miejsce na dziecko, które ma inny temperament?

Mój syn nie jest „trudny” w taki sposób, jak chcą to widzieć dorośli. On jest wrażliwy. Przebodźcowany. Czasem lgnie do mnie wieczorem tak mocno, jakby cały dzień trzymał w sobie oddech. I kiedy usłyszałam, że przez niego grupa cierpi, poczułam się, jakby ktoś przykleił mu łatkę i przykazał nosić ją od rana do popołudnia.

Wyszłam z sali trzęsąc się ze złości. Naprawdę. Na korytarzu musiałam stanąć przy ścianie, bo miałam wrażenie, że nogi mam z waty. I wtedy dotarło do mnie coś jeszcze gorszego: mój syn pewnie nawet nie wie, że dorośli potrafią mówić o nim w taki sposób. Że za tym jego cichym „nie chcę” stoi cała etykieta, której nikt mu nie oszczędza.

Nie umiem przestać o tym myśleć. Bo niby jestem przyzwyczajona, że szkoła lubi prosty podział: dzieci grzeczne i dzieci problemowe. Ale kiedy to dotyka twojego dziecka, wszystko robi się osobiste. I bardzo, bardzo bolesne.

KAROLINA, 34


REDAKCJA ODPOWIADA:

To, co pani usłyszała, nie było „trudną uwagą” ani niewinnym komentarzem. To było etykietowanie dziecka, które ma inny próg wrażliwości i inaczej znosi grupę. I właśnie dlatego tak to zabolało. Bo słowo „psuje” w ustach dorosłego nie brzmi jak troska. Brzmi jak wyrok.

Pani złość jest bardzo zrozumiała. Nie dlatego, że ktoś w szkole miał prawo uważać, że dziecko powinno funkcjonować jak reszta, ale dlatego, że w tej jednej chwili syn przestał być widziany jako osoba, a zaczął być traktowany jak przeszkoda. A to potrafi uderzyć w matkę jak policzek.

Nie chodzi o to, żeby wszystko usprawiedliwiać i udawać, że szkoła nie ma prawa oczekiwać współpracy. Ma. Ale jest ogromna różnica między wymaganiem a zawstydzaniem. Między pomocą a publicznym dociskiem. Dziecko, które zamyka się przy hałasie i napięciu, nie robi tego przeciwko grupie. Ono często po prostu walczy o to, żeby się w niej nie rozsypać.

I warto o tym pamiętać, nawet jeśli po drugiej stronie stoi wychowawczyni, która uważa, że „tak trzeba”. Czasem dorośli bardzo szybko mylą własną bezradność z oceną dziecka. Łatwiej powiedzieć, że ktoś psuje klasę, niż przyznać, że nie wiemy, jak go objąć bez nacisku. Tylko że takie słowa nie rozwiązują niczego. One dokładają wstydu.

W pani liście najmocniej wybrzmiewa nie sama rozmowa, ale to, co zostało w pani po wyjściu z sali: ścisk w gardle, drżenie, bezsilność. To znak, że przekroczono granicę, której nie powinno się przekraczać w rozmowie o dziecku. I dobrze, że pani to poczuła. Bo ten dyskomfort mówi: coś tu było nie tak.

Najbardziej przykre jest chyba to, że syn pewnie nawet nie wie, jak łatwo dorośli potrafią przykleić dziecku rolę. Raz „wrażliwy”, raz „niewspółpracujący”, raz „ten od problemów”. A potem już tylko krok do tego, żeby dziecko samo zaczęło w to wierzyć. I właśnie temu warto się przyglądać bardzo uważnie, bo to nie jest błahostka, tylko początek czegoś, co może zostawić ślad na jego poczuciu własnej wartości.

💡 Pani nie musi zgadzać się na język, w którym o jej dziecku mówi się jak o kłopocie. Ma pani prawo czuć złość, ma pani prawo czuć wstyd za tę rozmowę, choć nie zrobiła pani nic złego, i ma pani prawo domagać się tonu, który nie rani.

Bo czasem największa walka rodzica nie polega na tym, żeby udowodnić światu, że dziecko jest idealne. Tylko na tym, żeby przypomnieć dorosłym, że nawet ciche, wycofane, „niewygodne” dziecko nadal jest dzieckiem.

Jak odbierasz tę historię?

Komentarze · 0

?

Komentarze są moderowane. Bez wyzwisk i danych osobowych.

Bądź pierwszą osobą, która napisze komentarz.

● Napisz do nas

Masz podobną historię?
Napisz. Przeczytamy każdy list.

Anonimowo. Za darmo. Bez oceniania. Publikujemy około 30% listów — zawsze za zgodą autorki i z pełną anonimizacją szczegółów. Odpowiadamy na wszystkie w 48 godzin.

W tym tygodniu
78
listów wpłynęło
0
opublikowaliśmy