NA RODZINNYM OBIEDZIE USŁYSZAŁAM, ŻE »ZA MAŁO DBAM O DZIECKO«, BO WRÓCIŁAM DO PRACY
Mam 33 lata i od dawna próbuję nie brać do siebie komentarzy o tym, jak powinna wyglądać dobra matka. Po ostatnim obiedzie wyszłam jednak z przekonaniem, że dla części rodziny cokolwiek zrobię, i tak będę tą, która robi za mało.
Siedziałam przy tym stole jak dziecko, które znów dostało dwóję z zachowania. Zimny rosół, sztućce brzęczące o talerze, a w powietrzu pachnie bardziej krytyką niż domowym obiadem.
_„Jak ty dajesz radę przy tym wszystkim, jeszcze praca, jeszcze dzieci...”_ – mówi niby ciotka z troską, ale czuję, że to jest ta troska co kamień w bucie. Uśmiecham się, bo wiem jak to się zaraz potoczy. Zaczyna się niewinnie, kończy się pytaniem: „Ale to ty odbierasz córkę z przedszkola? Ty karmisz? Ty siedzisz w domu jak ma gorączkę? Bo wydaje mi się, że nie masz na nią czasu...”
Przełykam ślinę, coś zaciska się w brzuchu.
Odpowiadam, że ogarniam, że razem z mężem dzielimy się obowiązkami, że pracuję, bo chcę, a nie muszę. Ale widzę po ich twarzach, że cokolwiek powiem, już jestem na pozycji tej „gorszej” matki.
_„No ja bym tak nie potrafiła, dla mnie dziecko jest najważniejsze”_ – pada jeszcze jedno, głośniejsze niż wszystkie. Chcę odpowiedzieć, a potem siadam cicho. Boję się, że wybuchnę płaczem. Albo czymś jeszcze gorszym – krzykiem.
Myślę wtedy: Może rzeczywiście powinnam zostać w domu? Może jestem samolubna? Może moi bliscy mają rację?
I kiedy po obiedzie wsiadam do samochodu, trzaskam drzwiami. Nie złością, rozczarowaniem, rozpaczą. Czuję się winna. Czuję się oceniona. Tracę grunt pod nogami.
Nie wiem, czy kiedyś przestaną na mnie patrzeć jak na matkę, która robi za mało.
ANIA, 33
REDAKCJA ODPOWIADA:
Też kiedyś usłyszałam, że chyba mi się w głowie poprzewracało, skoro po urlopie macierzyńskim wracam do pracy, zamiast „poświęcić się dziecku”. Oplata to człowieka od środka, jak chłodny sznur – nie możesz sięgnąć po zatrzymane oddechy, wszystko, co mówisz, nieco trzeszczy i łamie się na końcach.
Prawda? Większość z tych „rad” przebiera się w troskę, ale to po prostu strach – cudzy, nie Twój.
Cokolwiek zrobisz jako matka, zawsze komuś będzie za mało. Twoje poczucie winy nie jest Twoje – to bagaż pokoleniowy, który ktoś próbuje wcisnąć Ci w ręce.
Czasem warto się zatrzymać w tym, co boli mocno. Pozwolić sobie – dosłownie – przez tydzień być tą „za mało” i zobaczyć, czy od tego świat w ogóle się trzęsie.
Nie jesteś sama z tym rozdrapanym poczuciem winy. Większość kobiet słyszała coś podobnego – ta siostra, ta kuzynka, ja. Twoje dziecko czuje Twoją obecność zupełnie inaczej niż inni zaglądający przez okno Twojego życia.
Usiądź ze swoją winą, oswój ją. Może za parę lat to Ty powiesz komuś: „To jest Twoje życie i Twoje macierzyństwo. Mnie nic do tego”.
Nie udało się zapisać głosu. Spróbuj ponownie.
Nie udało się zapisać reakcji. Spróbuj ponownie.




Komentarze · 0
Bądź pierwszą osobą, która napisze komentarz.