PO PORODZIE MĄŻ TWIERDZI, ŻE JESTEM „NA URLOPIE”. NOCNE POBUDKI? TO MÓJ PROBLEM
Kiedy w domu pojawiło się dziecko, myślałam, że to nas połączy. Tymczasem budzę się co noc, czując samotność mocniej niż kiedykolwiek – bo przecież jestem „na urlopie”, więc już chyba nie mam prawa do zmęczenia.
Napiszę wprost, bo chyba tylko to mi zostało. Jutro znów będę wstawać w nocy do naszego synka — mąż powtarza, że to „mój obowiązek”, bo on pracuje, a ja „odpoczywam w domu”. Od trzech miesięcy nie śpię normalnie, czasem marzę, żeby choć raz ktoś zapytał mnie, czy daję radę, a nie tylko: „Mały zjadł? Spał? Ty to masz fajnie, cały dzień siedzisz z dzidziusiem”.
Ostatnio, gdy o 3 w nocy próbowałam go obudzić, żeby pomógł mi uspokoić płaczące dziecko, odwrócił się do ściany: „Pracuję jutro, muszę być wyspany. Ty masz urlop.”
Nie wiem, jakim cudem to się w nas tak popsuło. Przed porodem wydawało się, że wszystko ogarniemy razem, że damy radę. Teraz jestem tylko „na urlopie” – brzmi prawie jak żart.
Jestem zmęczona. Moje ciało boli po nocy na czuwaniu, głowa pęka od napięcia. A on ziewa rano przy śniadaniu i jeszcze komentuje, że pewnie „odpoczywałam cały dzień”.
Czuję się jak w jakimś dziwnym śnie, w którym bycie mamą oznacza samotność. Być może przesadzam, może powinnam być twardsza? Sama już nie wiem, jak wykrzyczeć, że ja też mam prawo być zmęczona.
Zaczynam bać się tych nocy.
ANIA, 29
REDAKCJA ODPOWIADA:
Nie przesadzasz. To nie jest „urlop”, tylko codzienny maraton, po którym nie czeka medal, tylko kolejna noc z pobudkami. Twój zmęczony mózg i obolałe ciało to nie fanaberie – tak wygląda macierzyństwo. Facet, który nigdy nie zarywał nocy, bo dziecko płacze, potrafi zupełnie nie zrozumieć, jak to rwie człowieka od środka. Trudno się dziwić, że czujesz się coraz bardziej sama…
„Zaczynam bać się tych nocy.”
Chronić granice, a jednocześnie mieć wrażenie, że nie masz na nic siły – cholernie trudne. Jedyne, co możesz, to nie tłumić złości. Masz prawo czuć się wykorzystana. I do złości, i do żalu. Przekonanie, że po porodzie wszystko „samozorganizuje się” w parze, brutalnie zderza się z polską rzeczywistością.
Nie musisz udawać „twardej”. Nie robisz niczego źle. Problem polega na tym, że macierzyństwo bez wsparcia boli podwójnie – najpierw ciało, potem serce. Noc, dzień – wszystko się zlewa. Twój partner najwyraźniej nie zrozumiał, że teraz odpoczynek należy wam OBOJGU i nie mierzy się go paskiem do spodni czy godzinami pracy biurowej.
Gdy będziesz czuć, że już nie dajesz rady, wykrzycz swój żal. To autentyczne i okazuje, że wciąż ci zależy. I czasem tylko to zatrzęsie czymś, co wydaje się już martwe w komunikacji. Może to nie zadziała od razu. Ale sama w tym nie jesteś.
Nie udało się zapisać głosu. Spróbuj ponownie.
Nie udało się zapisać reakcji. Spróbuj ponownie.




Komentarze · 0
Bądź pierwszą osobą, która napisze komentarz.