PO NARODZINACH DRUGIEGO DZIECKA MĄŻ UZNAŁ, ŻE »PRACA W DOMU« NIE LICZY SIĘ JAKO ZMĘCZENIE
Mam 35 lat i od miesięcy funkcjonuję na granicy wyczerpania. Kiedy próbuję powiedzieć, że nie wyrabiam z dwójką dzieci i domem, słyszę, że przecież »siedzę w domu«, więc nie mam się czym skarżyć.
Od kilku miesięcy czuję się jak ktoś, kto chodzi po linie rozwieszonej nad przepaścią – zamiast siły, mam w sobie głównie strach i niekończącą się frustrację. Nasza druga córeczka ma dopiero pół roku, a ja… ja czuję, że się rozpadam na kawałki. Piszę, bo chyba zaczynam się bać siebie.
Mąż wraca z pracy, wita się z dziećmi, rzuca torbę na podłogę. Oczekuje obiadu. Pyta, co zrobiliśmy dziś ciekawego. A ja ledwo stoię. Próbuję tłumaczyć mu, jak wygląda mój dzień – to nie jest relaks, to wieczne gaszenie pożarów, przewijanie, gotowanie, sprzątanie, karmienie piersią, krzyk, płacz, zero chwili dla siebie – a on tylko: „No, ale przecież siedzisz w domu, więc nie przesadzaj”.
Ten tekst mnie zabija. Fizycznie boli – w żołądku mam kamień, zaciskam pięści, serce mi wali jak oszalałe, kiedy to słyszę. Czy ja naprawdę nie mam prawa być zmęczona? On mówi, że nie rozumie moich nerwów. Że to nie powód do dramatu. Nie odzywamy się potem godzinami. Czasem płaczę w łazience, żeby dzieci nie widziały.
Są dni, kiedy świruję z przemęczenia. Ciało jest obce, myśli się plączą. Jem na stojąco albo wcale. Drżę, kiedy ona znowu płacze. Boję się, że zrobię coś głupiego – nie do dzieci, tylko sobie, rozumiesz? Ale przecież „siedzę w domu”, więc oficjalnie wszystko powinno być super.
Jest mi wstyd. Wstyd, że nie ogarniam, że mam dość. I strach, że jeśli tak to zostawię, rozwalę wszystko – siebie, rodzinę, siebie samą już rozwalam po kawałku. Czy jestem złą matką, czy po prostu jestem sama?
ANIA, 35
REDAKCJA ODPOWIADA:
Aniu, czytając Twój list, aż boli mnie serducho. Ta opowieść nie jest bajką, tylko brutalnym życiem i powiem ci jedno – to, przez co przechodzisz, to prawdziwe wyczerpanie, a nie „wymysły domowej księżniczki”, jak chciałby to widzieć twój mąż. Nie jesteś leniwa, nie przesadzasz. Twój organizm i psychika są wystawione na taki wysiłek, o którym często faceci w domu nie mają nawet bladego pojęcia.
Dla wielu to jest temat tabu: „kobieta w domu = czas dla siebie”. Prawda jest taka, że to praca na trzy etaty, z brakiem urlopów, bez docenienia, bez nawet porządnej przerwy. Facet wraca z firmy i widzi tylko skutki, nie widzi całego codziennego pola bitwy o każdą minutę i spokój. I nie, nie jesteś złą matką. Tylko bardzo zmęczoną, zostawioną samą sobie kobietą.
„Boisz się siebie – a masz prawo, ten strach to sygnał. Nie wolno udawać, że nic się nie dzieje. To nie słabość, to krzyk organizmu.”
Nawet jeśli on nie zrozumie – nie trać kontaktu z własnym ciałem, tymi emocjami. Może warto, żeby usłyszał to nie tylko od ciebie, ale np. od kogoś z zewnątrz? Bliska osoba, terapeutka, własne pismo… Cierpisz w ciszy, ale każda taka emocja pyta: gdzie jesteś TY w tym wszystkim?
Uścisk, nie jesteś sama.
Nie udało się zapisać głosu. Spróbuj ponownie.
Nie udało się zapisać reakcji. Spróbuj ponownie.




Komentarze · 0
Bądź pierwszą osobą, która napisze komentarz.