MÓJ CHŁOPAK WYŚMIEWA MOJE PIENIĄDZE PRZY ZNAJOMYCH
MÓWI, ŻE TO »TAKI NASZ STYL«
Myślałam, że mamy luzacki, partnerski związek. Teraz, kiedy żarty mojego chłopaka zaczęły robić się coraz bardziej bolesne, coś we mnie się łamie. Gadanie o kasie przy ludziach przestało być zabawne.
Zawsze wydawało mi się, że jest między nami prawdziwa równość.
No dobra, czasem śmialiśmy się z siebie, dogryzaliśmy sobie nawzajem, ale bez przekraczania granic. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Ostatnio coś się zmieniło. Mój chłopak coraz częściej, przy KAŻDYM spotkaniu ze znajomymi, zaczyna rzucać tekstami w moją stronę – „Gdybym ja tyle zarabiał, to też bym tyle oglądał Netflixa”, „Nie każdy musi ogarniać życie, są tacy, co wolą chill”. Wszyscy się śmieją.
Ja też się śmieję. Jeden raz. Drugi. Potem już robię to automatycznie, bo czuję, że wszyscy na mnie patrzą. Ale w środku ściska mi się żołądek tak, że nie mogę oddychać.
Po takich wieczorach wracamy do domu, i gdy tylko zaczynam temat, on macha ręką – „Wyluzuj, przecież nasz styl to właśnie takie cięcie się z żartów! Kończą ci się argumenty?”. Tłumaczy, że „tylko żartował”, a przecież „wszyscy wiedzą, że mnie kocha”.
Nie wiem już, czy to ja „spinam”, czy rzeczywiście coś jest nie tak. Nie jestem typem wrażliwca, ale te dogryzki robią się coraz gorsze, coraz więcej ironii i mniej czułości. Czuję się upokorzona, ale boję się wyjść na sztywniarę. Nikt nawet nie zauważa, że po każdym takim żarcie przez sekundę siedzę jak sparaliżowana.
Wiem, że inni mają gorzej, wiem, że może przesadzam, ale... naprawdę już nie rozumiem, na czym stoję. Mam 27 lat, chciałabym po prostu czuć się spokojna, akceptowana – nie boję się śmiać z siebie, ale chcę mieć pewność, że ktoś nie przebija mnie na oczach innych tylko dlatego, że może.
NINA, 27
REDAKCJA ODPOWIADA:
Twoja relacja wcale nie brzmi na partnerską, kiedy „żarty” zamieniają się w publiczne upokorzenie. Nie każda uszczypliwość jest śmieszkiem, a „taki nasz styl” to wygodne usprawiedliwienie dla przekraczania Twoich granic.
On zgrywa luzaka i liczy, że śmiech innych ukryje to, co naprawdę czujesz. To Ty odczuwasz wstyd, nie on, bo tak działa ta gra: śmiech rozładowuje napięcie reszty, ale Ty zostajesz z tym drżeniem w środku. I tak, możliwe, że dla wszystkich jesteście „tą zabawną parą”, ale na co dzień Ty jesteś ta, co wychodzi z imprezy z zaciśniętym gardłem.
"Śmieję się razem z nimi, ale w środku czuję, że coś we mnie pęka."
Wiem, jak bardzo chce się utrzymać luz, nie wyjść na osobę, która „psuje atmosferę”. Sama przez lata za dużo się śmiałam, żeby przypadkiem się nie odsłonić. Ale z perspektywy – najbardziej boli wtedy, kiedy bliska osoba zamienia własne poczucie humoru w Twój wstyd.
Pamiętaj: jeśli coś przestaje być zabawą dla Ciebie, żaden „nasz styl” tego nie wyprostuje. Odróżnianie żartu od ciosu jest ważniejsze niż to, co pomyślą znajomi. A wszelkie zamienianie bólu w śmiech prędzej czy później wykończy – i żarty, i miłość.
Nie udało się zapisać głosu. Spróbuj ponownie.
Nie udało się zapisać reakcji. Spróbuj ponownie.




Komentarze · 0
Bądź pierwszą osobą, która napisze komentarz.