MÓJ CHŁOPAK CHCE, ŻEBYM BYŁA DOSTĘPNA JAK APLIKACJA. MAM DOŚĆ WYMÓWEK
Powiem to wprost: od dawna nie czułam się tak przyblokowana, jak mając faceta. Niby związek, a ja mam wrażenie, że znowu muszę się tłumaczyć mamie, gdzie idę i z kim. Codziennie bardziej mnie to dobija.
Zawsze myślałam, że będę tą silniejszą w relacji. Mam 26 lat, prostą sprawę – praca zmianowa, wolne weekendy (nie zawsze!). Dopiero od niedawna zaczęłam się trochę ogarniać – spotykać ze znajomymi, łapać oddech, planować coś spontan, po swojemu. Ale on? Kompletnie tego nie znosi.
Kiedy słyszy, że po pracy idę na kawę, nawet na tę głupią godzinkę, widzę, jak mięknie mu mina. Potem: ciche dni, dziwne przytyki, "Wiedziałem, że nie chcesz spędzać ze mną czasu". Czasem wpadam w taką panikę, że szybciej rezygnuję z planów, niż zacznę się tłumaczyć. A jeśli już się uparłam i wyszłam? Usłyszałam, że nie szanuję naszego związku, że skoro jestem w relacji, to weekendy powinny być NASZE, nie MOJE.
Coraz częściej czuję się jak aplikacja na telefonie – on kliknie weekend i czeka, aż się pojawię. Mój czas? Automatycznie dostępny. Mój nastrój? Ma się zgadzać pod plan drugiej osoby. Gdy coś mi nie pasuje, nagle jestem egoistką.
Serio, czasem się boję odezwać, żeby czegoś nie zepsuć. Wiem, że nie jestem święta, ale przecież życie nie kończy się na parze! Próbowałam rozmawiać, tłumaczyć, że potrzebuję przestrzeni, a on: „Skoro jesteśmy razem, powinniśmy chcieć tego samego”. Tylko, że... ja naprawdę już nie wiem, czego CHCĘ.
Wyobrażam sobie, że w relacji powinno być miejsce i na mnie, i na niego, a tu mam wrażenie, że powietrza dla mnie coraz mniej. Czy to ja znowu przesadzam? Czuję, że jestem coraz bardziej przygaszona. Niby nie robi awantur, ale to jego ciche obrażanie się, patrzenie spod byka – psychicznie mnie wykańcza.
Nie chcę być "dostępna" na każde jego życzenie, ale też nie chcę go stracić. Gdzie jest granica pomiędzy bliskością a duszeniem się?
ZOFIA, 26
REDAKCJA ODPOWIADA:
Zosiu, nie musisz być zawsze na zawołanie – nawet będąc w związku. To taka bzdura, którą wciska się dziewczynom, odkąd pamiętam. Twoje życie nie znika tylko dlatego, że ktoś przy Tobie jest. I to nie jest egoizm, że chcesz je mieć.
Najbardziej mnie zatrzymuje w Twoim liście ten fragment: "coraz częściej czuję się, jak aplikacja na telefonie". No właśnie! Jesteś człowiekiem, a nie cudzą opcją weekendową.
„Wiesz, samotny spacer czy kawa z koleżanką nie są zdradą. To nie test lojalności, tylko – totalnie normalna potrzeba oddychania po swojemu.”
Twój chłopak najwyraźniej nie potrafi oddzielić: "być razem" od "być DLA kogoś non stop". To strasznie ciężkie do wytrzymania, szczególnie gdy każda próba rozmowy kończy się fochen lub cichą karą. Bardzo łatwo wtedy uwierzyć, że "to ja jestem problemem". Serio, cała Polska zna ten taniec: niezręczność, wycofanie, puste domysły, kamuflowanie planów, żeby tylko nie było sceny.
u> Nie jesteś złą partnerką, kiedy chcesz oddechu – jesteś żywa, autentyczna i to jest normalne, choćby świat krzyczał inaczej.
Słyszę z Twojego listu lęk przed utratą, ale powiedzmy sobie głośno: nie da się być szczęśliwą w związku, który odbiera przestrzeń. Całkiem możliwe, że Twój chłopak panicznie tych granic nie rozumie, albo po prostu się boi – tylko to nie daje mu prawa do kontrolowania wszystkiego.
Nie masz obowiązku się tłumaczyć. Choć pewnie wiesz, że nawet najlepsza rozmowa nie gwarantuje zmiany jego zachowania. Bywa, że "chcieć tego samego" – oznacza w praktyce: on chce, żebyś Ty zrezygnowała. Na dłuższą metę to wykańcza.
Nigdy nie bądź własnym nadzorcą. Jak często rezygnujesz z siebie, żeby związek "nie był za trudny"? Czy to w ogóle jeszcze jest związek... czy Twój kompromis? Odpowiedź przyjdzie – często właśnie w taki niewygodny sobotni wieczór, gdy on liczy czas, a Ty zerkasz na zegarek, marząc, żeby uciec.
Nie udało się zapisać głosu. Spróbuj ponownie.
Nie udało się zapisać reakcji. Spróbuj ponownie.




Komentarze · 0
Bądź pierwszą osobą, która napisze komentarz.