MÓJ PARTNER ROBI ZE MNĄ ZAKŁADY O TO, KIEDY 'W KOŃCU' ZAJDĘ W CIĄŻĘ
Mam 28 lat i od kilku miesięcy czuję, że rozmowy o przyszłości zamieniły się w presję. Mój partner niby żartem zaczyna każdy rodzinny obiad od pytań o dziecko, a potem komentuje moje odpowiedzi przy wszystkich. Im bardziej się uśmiecham, tym bardziej mam ochotę zniknąć.
Wiem, że temat dziecka prędzej czy później pojawia się w każdym związku, ale to, co się dzieje ostatnio, to już nie są rozmowy. To jest teatr.
Mój partner traktuje to jak zabawę: "No i co, kochanie? Kiedy w końcu się uda? Obstawiam Wielkanoc!". Potem śmiech, jego brat podbija stawkę na rodzinnej grupie na Messengerze. Każda moja odpowiedź staje się żartem, a ja czuję się jak... obstawiany koń wyścigowy. Dosłownie. Czuję, jak zaciska mi się żołądek.
Próbowałam z nim rozmawiać, tłumaczyć, że to dla mnie ważne, że nie chcę presji, ale on mówi, że przecież "luzik, tak tylko żartuje". Mama patrzy na mnie tym wzrokiem, tata unika tematu. On puszcza oko, kiedy protestuję. Czasem próbuję się uśmiechać, żeby nie wyjść na zbyt poważną – ale po cichu najchętniej w ogóle bym nie przyszła na te spotkania.
Najgorsze, że zaczynam wierzyć, że coś jest ze mną nie tak, bo nie czuję jeszcze tej gotowości. Nie mogę z nim o tym pogadać, bo on już wszystko obśmiał. Niby jesteśmy razem trzy lata, ale ja czasem po prostu nie mam siły... Czy to ja przesadzam?
"OBSTAWIANA", 28
REDAKCJA ODPOWIADA:
Tyle dziewczyn do mnie pisze o dzieciach, ale rzadko ktoś nazywa ten temat aż tak wprost. Naprawdę, zakłady o ciążę? To przecież nie jest film czy mem z internetu. Od tego nie da się uciec żartem, bo im więcej śmiechu, tym ciszej w środku. Jesteś naprawdę odważna, że potrafisz to nazwać – większość z nas nawet przed sobą by się nie przyznała do poczucia bycia "maskotką rodziny".
Rozumiem Twój lęk i zmęczenie, bo doskonale wiem, jak łatwo wmówić sobie, że "może faktycznie coś ze mną nie tak".
„Czuję się jak obstawiany koń wyścigowy. Dosłownie. Czuję, jak zaciska mi się żołądek.”
Wiesz, to wcale nie jest zabawne. I nie jesteś przewrażliwiona. To, co nazywasz presją, to po prostu przekraczanie Twoich granic. Czułość i luz kończą się tam, gdzie Ty zaczynasz się stresować i wstydzić. Seks i decyzje o dziecku to ostatnie rzeczy, które ktoś powinien sprowadzać do towarzyskich żarcików.
Znasz to uczucie, gdy cały świat śmieje się z czegoś, co Ciebie boli? I nie masz jak się z tego wyswobodzić, bo przecież wtedy też będziesz „tą sztywną”... Tyle że Twoje uczucia są prawdziwe, a te żarty – kosztem Twojego komfortu. Im częściej będziesz uciekać w uśmiech, tym głośniejsze będą te komentarze, bo... nikt nie widzi Twojej niezgody.
Spróbuj sięgnąć po czułość do siebie. Nie musisz chcieć dziecka wtedy, kiedy „wypada” ani wtedy, kiedy Twój partner najgłośniej się śmieje. W związku nie chodzi o to, byś była scenariuszem do cudzych żartów.
Jeśli rozmowa nic nie da, pamiętaj – rodzenie dziecka "na próbę" czy "na życzenie" innych kończy się zranieniem. Tego bólu nie rozładuje żaden rodzinny dowcip.
Przytulam Cię mocno – jesteś normalna, a Twoje NIE znaczy dokładnie tyle, ile potrzebujesz.
Nie udało się zapisać głosu. Spróbuj ponownie.
Nie udało się zapisać reakcji. Spróbuj ponownie.




Komentarze · 0
Bądź pierwszą osobą, która napisze komentarz.