MÓJ PARTNER ZACZĄŁ LICZYĆ, ILE RAZY W TYGODNIU JESTEŚMY W ŁÓŻKU. OD TAMTEJ PORY NIC NIE JEST NORMALNE
Zawsze myślałam, że to intymność powinna zbliżać ludzi. Ale kiedy mój facet zaczął prowadzić swoje „statystyki”, po raz pierwszy w życiu poczułam się nie kochana, tylko oceniana. I nagle – nic już nie jest takie, jak dawniej.
Wiecie ten stan, kiedy kładziecie się obok kogoś, z kim dzielicie wszystko – mieszkanie, marzenia, czasem nawet lodówkę z nadgryzionym jogurtem – i powinniście czuć się bezpiecznie? Ja to straciłam.
Już czwarty rok z nim. Myślałam, że znamy się na wylot, a łóżko to taka cicha przystań. Nawet jak nie zawsze iskrzyło – bywało różnie, wiadomo – to przecież normalne. I nagle, dwa miesiące temu, on mówi mi, takim zwyczajnym tonem:
"Zauważyłaś, że ostatnio zdarza nam się to tylko jakieś dwa razy w tygodniu?"
Serio? Poczułam, jakby ktoś zgasił światło. Miałam ochotę się rozpłakać albo uciec. Przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć. Serce mi waliło. Nie byłam gotowa na takie "podsumowanie miesiąca".
On niby się nie czepia. Twierdzi, że rozmawia szczerze, naturalnie, ale takie szczerości są jak cios w brzuch. Od tego czasu zupełnie nie umiem się rozluźnić. Z każdym dniem coraz bardziej się spinam. Gdy on mnie dotyka, od razu przychodzi myśl: "Czy to dzisiaj… musimy? Czy mam ochotę, czy to już po prostu kolejny punkt do odhaczenia?" Przysięgam, nigdy w życiu nie czułam się tak mechanicznie.
On nie odpuszcza. Wraca do tematu niby mimochodem. Zaczął żartować: „To już był drugi raz w tym tygodniu, haha, może pobijemy rekord?” I niby śmiech, a ja mam w środku same lęki. Nie mam pojęcia, czy naprawdę przesadzam, czy powinnam być „bardziej otwarta na rozmowę”.
To nie jest tylko seks. To jest cała bliskość. Czuję się teraz jak oceniana uczennica, nie partnerka. Myślę, co robię nie tak. Czy jestem niewystarczająca? Boję się nawet zaczynać temat, bo chyba bym się rozryczała. Mam wrażenie, że przestałam być kobietą, a stałam się jakimś statystycznym wynikiem. Czy jestem dziwna czy… on naprawdę „wszystko popsuł”?
BASIA, 31
REDAKCJA ODPOWIADA:
Basia, wiem, jakiego rodzaju skrętu dostaje się w brzuchu po takich tekstach. To nie jest "rozmowa o seksie" – to jest postawienie znaku równości między bliskością a jakimś rozliczeniem za normy i liczby.
To naprawdę potrafi zabić spontaniczność i poczuć się… jak w pracy domowej, nie relacji. Nagle każda sytuacja w łóżku nabiera ciężaru. Zamiast ciała przy ciele jest podliczanie, zamiast śmiechu – presja. Znam to, nie jesteś z tym sama.
Może on nie rozumie, co to robi z tobą. Może myśli, że szczerość i „dane”, które rzuca, mają coś naprawić. Ale to nie takie proste. W momencie, kiedy seks zaczyna być mierzoną walutą, samo pragnienie znika. Wszystko jest pod lupą. Czujesz się obserwowana, porównywana, zmuszana do „dbania o wyniki” – a przecież seks to nie sport.
"Czuję się teraz jak oceniana uczennica, nie partnerka. Mam wrażenie, że przestałam być kobietą, a stałam się jakimś statystycznym wynikiem."
Nie, nie przesadzasz. To jest bardzo ludzka reakcja – smutek, złość, zagubienie. Nikt nie chce być projektem do poprawy, szczególnie w czymś tak osobistym.
Wiesz co, nie chodzi o rozmowę o liczbach. Chodzi o tę ciszę w twojej głowie, kiedy myślisz: "Czy jestem tu jeszcze z własnej woli, czy tylko dla zgody na normę?" Spróbuj sprawdzić, co się stanie, jeśli nazwiesz na głos, co czujesz. Już nawet nie przed nim – najpierw PRZED SOBĄ. Być może dla niego liczby są próbą kontroli własnych lęków. To nie znaczy, że masz się na to godzić. Ale też nie musisz od razu rezygnować z siebie.
Nie, nie jesteś dziwna. Jesteś bardzo, bardzo ludzka. I masz prawo, żeby od „rekordów” uciec do prawdziwych uczuć – tych, które nie mierzą się w tabelkach.
Nie udało się zapisać głosu. Spróbuj ponownie.
Nie udało się zapisać reakcji. Spróbuj ponownie.




Komentarze · 0
Bądź pierwszą osobą, która napisze komentarz.