MÓJ CHŁOPAK WRZUCIŁ NASZE KŁÓTNIE DO GRUPY ZNAJOMYCH I NAZWAŁ TO 'ŚMIESZNYM CONTENTEM'
Mam 24 lata i dotąd myślałam, że w naszym związku jest chociaż trochę prywatności. Wszystko zmieniło się, gdy zobaczyłam screeny naszych wiadomości krążące w grupie jego znajomych. Najgorsze było to, że on naprawdę nie widział w tym nic złego.
Cześć Redakcjo,
Naprawdę nie wiem, od czego zacząć, bo jeszcze kilka dni temu byłam pewna, że to są rzeczy, które po prostu się nie dzieją w realnym życiu. Miałam swoje lęki, ale naiwne poczucie bezpieczeństwa w jednej rzeczy — że to, co piszemy do siebie z moim chłopakiem, zostaje między nami. No nie zostaje.
_Pisząc to, dalej czuję piekące policzki od wstydu. Kręci mi się w głowie, serce mi wali jak szalone, nawet kiedy tylko otwieram Messengera._ To się zaczęło niby „dla śmiechu” — grupa jego znajomych, paru chłopaków i dziewczyn, on wrzuca nasze kłótnie, screeny, cytaty „zabawnych tekstów mojej dziewczyny”. Dowiedziałam się o tym przypadkiem, bo jeden z jego kumpli napisał do mnie coś tak bardzo specyficznego, że od razu wiedziałam, skąd to ma.
On rzucił tylko: „Ej, to są przecież tylko nasze śmieszne gadki, chill, wszyscy tak robią.” Naprawdę? Od tego momentu nie mogę spać. Czuję obrzydzenie, zażenowanie, a jednocześnie jakieś durne poczucie winy — że może faktycznie przesadzam, bo tak się dzisiaj śmieszkuje? Nigdy się tak nie czułam. To tak, jakby ktoś rozebrał mnie do naga przed całą salą. Dziwnie mi się przemieszcza żołądek, mam odruch wymiotny, odkąd zobaczyłam screeny na ich grupie. Wiele razy prosiłam o szacunek i żeby chociaż kłótnie zostawały między nami. Wszystko na nic.
Nie wiem, co mam zrobić. Niby powinnam być wściekła, a czuję jakąś niemoc, chyba nawet bardziej smutek niż gniew. Czy tylko ja mam z tym problem? Czy to ja jestem „dziwna”, że boli mnie taki brak prywatności?
ANIA, 24
REDAKCJA ODPOWIADA:
Ania, nie jesteś dziwna i nie przesadzasz. To, co czujesz, to sygnał, że ktoś przekroczył cienką granicę, której nawet bliska osoba nie powinna lekko dotykać. Twoje emocje są bardzo realne — ten wewnętrzny „odruch wymiotny”, palące policzki, ten chaos w brzuchu to nie wymysł. Ciało często szybciej niż głowa reaguje na upokorzenie.
Można zwalać wszystko na 'śmieszny internet', ale ekshibicjonizm intymnych rozmów to nie mem. Szczególnie, gdy Ty wyraźnie nie chciałaś być częścią publicznego przedstawienia. Związek to nie reality show do komentowania w grupce znajomych.
"To tak, jakby ktoś rozebrał mnie do naga przed całą salą."
Wiesz, nie wszyscy czują potrzebę bycia viralową parą. Jeśli potrzebujesz granicy, to znaczy, że jest ważna — nie dla wszystkich „content jest śmieszny”. Skąd masz wiedzieć, komu jeszcze wysyła, komu opowiada detale z waszego życia? Trudno przestawić myślenie, kiedy ktoś, kogo lubisz, nie widzi w tym nic złego. Może on naprawdę nie umie inaczej, wychował się na żartach z cudzych kompromitacji, ale...
Być może dopiero teraz zobaczyłaś, ile Was dzieli w podejściu do szacunku i prywatności. Może ten związek to nie miejsce, w którym chcesz być „contentem”. I to nie jest wstyd.
Możesz próbować rozmawiać, możesz wybuchnąć, możesz milczeć — Twój wybór. Najgorsze byłoby wmówić sobie, że powinnaś się wstydzić, że masz granice.
Nie udało się zapisać głosu. Spróbuj ponownie.
Nie udało się zapisać reakcji. Spróbuj ponownie.




Komentarze · 0
Bądź pierwszą osobą, która napisze komentarz.