MÓJ PARTNER WYŚMIEWA MOJE UBRANIA PRZY ZNAJOMYCH. „TO DLA TWOJEGO DOBRA”? NIE CZUJĘ SIĘ JUŻ BEZPIECZNIE
Na początku myślałam, że to tylko żarty, ale teraz każde nasze spotkanie kończy się publicznym komentarzem. Mówi, że robi to z troski, a ja… trzepoczę w środku ze wstydu.
Cześć Redakcjo,
Nie wiem, czy to jest coś poważnego, czy zwyczajnie wyolbrzymiam. Ale coraz częściej czerwienie się przez mojego partnera... Mam 26 lat i od ponad roku jestem z chłopakiem, który zawsze wydawał się bardzo opiekuńczy. Na początku trochę sobie dogryzaliśmy, żartowaliśmy – lubiłam to, czułam się wybrana. Ale od paru tygodni pojawiło się coś nowego. On zaczął komentować moje ubrania. Ale nie tak sam na sam – tylko przy ludziach.
Na przykład ostatnio, kiedy miałam sukienkę, którą sama uwielbiam (długa, kolorowa, taka „moja”), on przy wspólnych znajomych powiedział: „Noo, dzisiaj idziemy balować, widzę, Asia znowu przesadziła z długością, bo jak zwykle musi być gwiazdą.” Każdy się zaśmiał, ja próbowałam udawać, że mnie to bawi. Ale w środku... Serce waliło mi jak szalone, czułam się naga. Wiem, jak to brzmi. Próbowałam mu powiedzieć, żeby przestał komentować mnie przy innych. On tylko przytulił mnie na pokaz i powiedział, że to przecież dla żartu i dla mojego dobra, że mogę przesadzić, a on chce mi pomóc.
Sęk w tym, że teraz już boję się cokolwiek założyć. Każda wyjściowa sukienka to potencjalny powód do śmiechu ze mnie. Raz nawet powiedział, że wyglądam jak „mała dziewczynka na komunii” (akurat wtedy miałam białą bluzkę i spódnicę!), a potem śmiał się, że mam „nie brać tego do siebie”. Niby nic, a ja wracam do domu i czuje się... oceniana. Jakbym była znowu dzieckiem. Jakbym nie miała prawa do swojego stylu.
Najgorsze jest to, że przy znajomych udaje, że jest taki luzak, a w domu mówi mi czasem wprost, że sama tego chcę, „skoro tak się stroję”. Mam wrażenie, że przekracza granicę, której sama nawet nie umiałam nazwać. Ostatnio powiedziałam mu, że te komentarze są raniące, a on się śmiał, że „biorę wszystko do siebie, jak dziecko”.
Czuję, że jeśli o tym nie napiszę, to zacznę w siebie wątpić. Bo przecież on mówi, że mi pomaga. A ja zaczynam go trochę się bać... Czy to już coś poważnego? Czy to naprawdę jest „dla mojego dobra”?
Asia, 26
REDAKCJA ODPOWIADA:
To, co opisujesz, to klasyczny przykład sytuacji, kiedy granica między żartem a poniżaniem zostaje przekroczona, a w relacji zaczyna dominować jedna emocja: wstyd. Komentowanie wyglądu pod przykrywką „troski” to nie żart – to sygnał ostrzegawczy. Mówiąc wprost: jeśli po każdym wspólnym wyjściu czujesz się mniejsza, bardziej naga i zgaszona, to nie jesteś przewrażliwiona. Odczuwasz coś ważnego.
Nie ma czegoś takiego jak „dla twojego dobra”, jeśli rzekoma troska sprawia, że zamykasz się w sobie, zaczynasz się bać własnych wyborów i wstydzisz się swojego ciała czy stylu. Ubrania to przecież nie tylko materiał – to opowieść o Tobie. I nikt nie ma prawa pisać jej za Ciebie. Tłumaczenie, że „robisz z igły widły” jest tylko odwracaniem uwagi – z twoich uczuć na jego wygodę. Bardzo często osoby, które na głos potrafią zawstydzać bliskich, same potem uciekają w śmiech albo przekładają winę na ciebie. Manipulacja jest subtelna, bo opakowana w śmiech i „żarty”, ale efekt zostaje: upokorzenie, lęk, zamknięcie.
„Każde wyjście, w którym boisz się założyć coś, co lubisz – to nie jest normalność, to sygnał alarmowy.”
Bardzo rozumiem ten wstyd – poczucie, że przesadzasz, bo „wszyscy się śmieją”. Ale proszę: zaufaj swojej intuicji. Jeżeli czujesz niepokój, jeśli coraz ciszej żyjesz przy kimś, to ten ktoś nie daje ci wsparcia, tylko ci je odbiera. Może to czas, by odwrócić role: zapytać sama siebie, gdzie leży Twoja granica. Bo nawet, jeśli boisz się konfrontacji albo masz poczucie winy, to twój wstyd jest realny – i nikt ci go nie wmówił.
Nie wiem, czy on się zmieni, czy przestanie. Ale jestem pewna jednego: masz prawo do swoich uczuć. Masz prawo nosić to, co kochasz, i być traktowana z szacunkiem, także przy innych.
Nie udało się zapisać głosu. Spróbuj ponownie.
Nie udało się zapisać reakcji. Spróbuj ponownie.




Komentarze · 0
Bądź pierwszą osobą, która napisze komentarz.