NA OSIEDLU KTOŚ ROBI ZDJĘCIA DZIECIOM I WRZUCA JE Z OBRZYDLIWYMI KOMENTARZAMI
Mam 35 lat i od kilku dni boję się wyjść z dzieckiem na huśtawki. Ktoś wrzuca na naszą grupę zdjęcia maluchów z podpisami, które ścinają krew w żyłach. Boję się. Wszystkiego i wszystkich.
Nie wiem, czy powinnam to w ogóle pisać. Ręce mi drżą, kiedy Twoje maile przeglądam na podglądzie, bo wstyd się przyznać – od tygodnia zamykam się w domu. Mam córeczkę, Jagodę, pięć lat. Ostatnio przestała mnie pytać, kiedy znów pójdziemy na ten głupi plac zabaw.
Jestem tchórzem? Złą matką? Czy po prostu rozsądnie przerażoną, tak jak każda matka powinna?
Chodzi o ludzi, którzy zaczęli na naszej grupie osiedlowej wrzucać zdjęcia bawiących się dzieci. Tak, tych dzieci. Jagody, jej koleżanki, chłopca z drugiego bloku. Wrzucają i komentują, krytykują, śmieją się. Niektórzy piszą o „patologii”, ktoś żartuje z rumianych policzków, ale są też wpisy dużo gorsze. Kto biega za szybko, kto stuka huśtawką najgłośniej, czyj ojciec 'tylko udaje, że pilnuje'.
To okropne. Sponiewierane dzieciaki, rozbawieni dorośli. I świat, w którym zwykłe popołudnie z dzieckiem staje się czymś, czego się boisz.
Obserwuję to wszystko, nie robię nic poza zamykaniem okna. Wstydzę się, że sobie nie radzę, modlę się, żeby nikt mnie z córką na tych zdjęciach nie rozpoznał. Kto wie, kiedy przyjdzie kolej na nas? Rozważam rozmowę z administracją, kimś bardziej decyzyjnym, ale sama myśl sprawia, że ściska mnie w gardle i czuję się mikroskopijna. To chyba... najbardziej samotne, co czułam od lat.
Czy wszędzie tak jest?
Przepraszam za chaos. Może inni się nie przejmują. Może to ja jestem przewrażliwiona. Ale nigdy tak nie trzęsły mi się kolana, kiedy miałam po prostu umyć buty po piasku.
MATKA ZAMKNIĘTA NA KLUCZ, 35
REDAKCJA ODPOWIADA:
Nie, to nie jest normalne. I nie, nie jesteś sama.
To, co opisujesz, brzmi jak lincz w przestrzeni, która powinna być bezpieczna. Plac zabaw to nie scena do publicznych osądów. Głupota czy okrucieństwo – nie wiem, może jedno i drugie. Robienie zdjęć dzieciom i komentowanie ich w sieci, nawet jeśli to sąsiedzi, jest po prostu okrutne. Wiem, że trudno poczuć się silną wobec tłumu okrutnych spojrzeń w internecie. Budzi się w Tobie ten zwierzęcy strach: co jeśli wyśmieją moje dziecko? Co jeśli nazwą mnie złą matką?
To okropne. Sponiewierane dzieciaki, rozbawieni dorośli. I świat, w którym zwykłe popołudnie z dzieckiem staje się czymś, czego się boisz.
Tłum, nawet cyfrowy, zawsze znajduje „winną”. A Ty – robisz to, co każda dobra matka: chronisz Jagodę, siebie, codzienność. Wyobrażam sobie ten ścisk w gardle, migające powiadomienia, kiedy nie wiesz, czy właśnie pojawiło się Twoje zdjęcie. Masz prawo do lęku, do złości – i do działania, nawet jeśli w Twoim tempie.
Możesz zgłosić to adminowi. Możesz napisać do kogoś zaufanego wśród sąsiadów. Możesz – i masz do tego prawo – głośno powiedzieć, że Twoje dziecka nie wolno traktować jak mema. Ale jeśli w tej chwili sił masz tylko tyle, żeby po prostu zamknąć drzwi i czekać... nikt nie ma prawa Cię za to rozliczać. To nie Ty powinnaś się wstydzić. Ten paraliż i wstyd, to nie Twoje uczucia – Ty je tylko przyjęłaś, bo ktoś nałożył je na Ciebie.
Nie umiem Ci obiecać, że to się skończy. Osiedla potrafią być okrutne. Mogą też zaskoczyć solidarnością: czasem wystarczy jedno wyjście z domu, jeden list do redakcji – żeby druga matka odezwała się szeptem. Możesz być pewna jednego: nie jesteś jedyną, która chce ochronić swoje dziecko przed cudzą ciekawością i szyderstwem. I to już jest wiele.
Nie udało się zapisać głosu. Spróbuj ponownie.
Nie udało się zapisać reakcji. Spróbuj ponownie.


Komentarze · 0
Bądź pierwszą osobą, która napisze komentarz.